22 lutego 2012, Środa

Artykuł

25 lutego 2011 (20:30)

Esben and the Witch - „Violet Cries”

„Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna” - słowa pewnego polskiego polityka mają również swoje odniesienie do świata muzyki. Według opinii, to druga płyta tak naprawdę weryfikuje talent artysty. Miejmy nadzieje, że grupa Esben and the Witch weźmie sobie te słowa do serca.



Do powstania grupy doszło w 2008 roku, kiedy to Thomas Fisher (gitara/klawisze) nakłonił Daniela Copeman'a (gitara) do wydania muzyki, nad którą pracowali od dłuższego czasu. Do składu dołączyła Rachael Dacies (wokal/perkusja) i w połowie roku światło dzienne ujrzała EP-ka „33”. Pochodzący z niej singiel „Corridors” zyskał uznanie Karla Sadlera, który użył go jako podkładu muzycznego w swojej instalacji. Zainteresowanie grupą wykazała wytwórnia Matador Records oraz radio BBC z projektem Sounds of 2011. „Violet Cries” to debiutancki album Esben and the Witch, który pozostawia po sobie uczucie niedosytu.

Nazwa grupy zaczerpnięta z duńskiej legendy poniekąd zobowiązuje Esben and the Witch do określonego kierunku w swojej twórczości. Muzykę pochodzącego z Brighton tria można określić jako shoegaze w oparach witch house. Poszczególne utwory osadzone zostały w nawałnicy gitarowych przesterów, z których przebija się złowieszczy wokal Rachael. Warto zauważyć, iż wokalistka Esben and the Witch brzmi trochę jak Florance Welsh, która przeszła na Ciemną Stronę Mocy. Złowieszczego klimatu dodaje użycie metalicznych pogłosów. Właśnie klimat kompozycji jest najmocniejszą stroną twórczości tria. Gitarzyści wspaniale płyną pomiędzy rozmarzonymi, delikatnymi zwrotkami, by w odpowiednim momencie uderzyć ostrym riffem w refrenie.
Na „Violet Cries” z jednej strony słychać echa The XX („Warpath” i „Swans”), The Cure z okresu „Pornography („Marching Song”) lub Salem („Eumenides”). Co jednak sprawia, że album pozostawia poczucie niedosytu? Głównym mankamentem całej płyty jest olbrzymia zachowawczość. Pełnym bólu, cierpienia i złowieszczego klimatu utworom brakuje dawki muzycznego ekstremizmu. Czegoś co sprawi, że słuchając „Violet Cries” będziemy czuć autentyczny strach, gęsią skórkę jak w trakcie nocnej wędrówki przez zapomniany las.

Esben and the Witch - „Violet Cries”
data premiery: 08.02.2011
wytwórnia: Matador Records
Ocena: 6/10


Spis utworów:
1. Argyria
2. Marching Song
3. Marine Fields Glow
4. Light Streams
5. Hexagons IV
6. Chorea
7. Warpatch
8. Battlecry/Mimicry
9. Eumenides
10. Swans



Redaktor: Łukasz Michalewicz, Wyświetleń: 611 [do góry]
Podobne

ARTYKUŁY

Lp Tytuł Data
1 D4D - Who's Afraid Of? #563 28 grudnia 2010 (14:00)
2 Smolik – 4 #257 28 grudnia 2010 (14:00)
3 Gonjasufi – The Caliph's Tea Party #299 15 grudnia 2010 (10:10)
4 Deadmau5 - 4x4=12 #259 15 grudnia 2010 (10:10)
5 Chromeo - Business Casual #538 29 listopada 2010 (13:58)
Statystyka

Łukasz Kryściak © 2010 - 2012 citysounds.shemir.pl, Wszystkie prawa zastrzeżone!