21 maja 2012, Poniedziałek

Artykuł

22 listopada 2010 (14:45)

I Blame Coco - The Constant

Ma 20 lat i olbrzymie możliwości. Sławny ojciec nie tylko ułatwił jej wejście do show businessu, ale podarował też sporą cząstkę talentu. Przed Wami Eliot Paulina Sumner, do której możecie mówić po prostu Coco. Kim jest sławny tata? Oczywiście, to Sting. Zbieżność nazwisk nie jest ani trochę przypadkowa.



Chciałoby się rzucić banałem: niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jasne, Coco śpiewa – zupełnie jak ojciec. Ale warto zaznaczyć, że jej ma też podobny głos - przyjemnie chropowaty, bardzo matowy. Od pierwszego wersu „Self Machine” słychać też u Coco melodykę podobną do tej, do jakiej przyzwyczaił pan tata. Córka podobnie łapie „górki”, co szczególnie rzuca się w oczy w „In Spirit Golden”.

Muzycznie to oczywiście zupełnie inna bajka, przynamniej na ogół. Jasne, na płycie I Blame Coco często słychać gitary, ale absolutną podstawą jest tutaj elektronika. „The Constant” ma w sobie dużo elementów synth popu. Nikogo to już chyba nie dziwi, ten nurt za sprawą choćby La Roux i Hurts przeżywa ostatnio renesans. Słuchając „Quicker” bądź „Turn Your Back On Love” aż trudno uwierzyć, że nie pochodzą z płyt Alphaville, Duran Duran czy innego Pet Shop Boys.

Synthpop synthpopem, ale twórczość Coco nie jest wcale tak miałka jak dokonania wyżej wymienionych formacji. Eliot w wywiadach deklaruje, że jest fanką Sex Pistols, co gdzieś tam słychać w jej twórczości. Coco jest surowa, najczęściej korzysta z najprostszych środków przekazu. Jest przy tym niezwykle naturalna i szczera. Dużo punkowej energii słychać choćby we wspomnianym już „Self Machine”, czy też w gitarowych zagrywkach z kawałka tytułowego, który ma w sobie sporo z indie rocka. W „Party Bag” słychać inspiracje pierwszymi płytami U2. „No Smile” to z kolei rzecz żywcem wyjęta z płyt The Police. Ale temu akurat trudno się dziwić, w końcu czerpać z dokonań własnego ojca to żaden wstyd.

Coco na płycie „The Constant” zgrabnie dopasowuje do współczesnych norm rzeczy charakterystyczne dla muzyki sprzed 25-30 lat. Nie unika wpadek, jak choćby „Playwright Fate”, ale na ogół jest fajnie. Wszystko do czasu, bowiem po dziesiątej piosence album zaczyna nużyć, a pod koniec wręcz irytuje. Może przez to, że brzmieniowo jest zanadto spójny. A może po prostu dlatego, że ta płyta powstała dwie dekady za późno.

I Blame Coco - "The Constant"
Premiera: 01.10.2010
Wydawca: Island
Ocena: 6/10


1. Self Machine
2. In Spirit Golden
3. Quicker
4. Turn Your Back On Love
5. Please Rewind
6. Summer Rain
7. Playwright Fate
8. The Constant
9. Party Bag
10. No Smile
11. Caesar (feat. Robyn)
12. Only Love Can Break Your Heart
13. It's About To Get Worse



Redaktor: Maciej Kancerek, Wyświetleń: 682 [do góry]
Podobne

ARTYKUŁY

Lp Tytuł Data
1 Esben and the Witch - „Violet Cries” #730 25 lutego 2011 (20:30)
2 D4D - Who's Afraid Of? #653 28 grudnia 2010 (14:00)
3 Smolik – 4 #304 28 grudnia 2010 (14:00)
4 Gonjasufi – The Caliph's Tea Party #337 15 grudnia 2010 (10:10)
5 Deadmau5 - 4x4=12 #311 15 grudnia 2010 (10:10)
Statystyka

Łukasz Kryściak © 2010 - 2012 citysounds.shemir.pl, Wszystkie prawa zastrzeżone!