|
Artykuł
22 października 2010 (14:39)
Wyłączałem dźwięk w „Edwardzie Nożycorękim” – wywiad z Nosaj Thing
Jakie były twoje pierwsze muzyczne kroki? Od czego zaczynałeś, kto cię zainspirował do tworzenia własnych brzmień? Kiedy dorastałem, uczyłem się grać na instrumentach. Gram na klarnecie, saksofonie, byłem w grupie perkusyjnej. Oczywistą rzeczą było, że z racji pobieranych nauk słuchałem dużo muzyki klasycznej. Moi ulubieni producenci, którzy wywarli na mnie największy wpływ to m.in. DJ Shadow i DJ Krush. Do tworzenia muzyki używali MPC, więc postanowiłem odłożyć pieniądze i kupić sobie własny MPC. W końcu, kiedy go już miałem, okazało się, że to jednak nie dla mnie, gdyż praca z jednym samplem była zbyt trudna. Miałem wszystkie melodie w głowie i to było zbyt duże wyzwanie dla mnie. Tak więc sprzedałem MPC, kupiłem lepszy komputer i zacząłem korzystać z syntezatorów, oprogramowania do tworzenia muzyki. To było to, czego szukałem przez cały czas. Twój zeszłoroczny debiut „Drift” zszokował wszystkich. Nie jest to stricte hip hopowy album, ale pełne odniesień do innych gatunków dzieło. Co sprawiło, że postanowiłeś nagrać tak trudno definiowalny krążek? Dorastałem słuchając hip hopu. Kiedy miałem 13 lat, poznałem rave, house drum’n’ bass. Kiedy byłem w liceum, chodziłem do venue zwanej Smell na przedmieściach LA, gdzie poznałem punk i noize. To wszystko wywarło na mnie olbrzymi wpływ. Słuchałem dużo wydawnictw z wytwórni Warp, np. Boards of Canada czy szalonych produkcji Venetian Snares. W ten sposób zbierałem pomysły. Tak naprawdę nie myślałem za dużo o kształcie poszczególnych utworów, dopóki nie zacząłem nagrywać. Wszystko działo się powoli i naturalnie. Wielu krytyków, a także twoich fanów uważa, że produkcje Nosaj Thing brzmią jak soundtrack do filmu. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad nagraniem ścieżki dźwiękowej do filmu? W trakcie prac na „Drift” byłem bardzo zainspirowany filmem „Edward Nożycoręki” i ścieżką dźwiękową autorstwa Danny'ego Elfmanna. Dziwnie to zabrzmi, ale często siadałem przed telewizorem, włączałem „Edwarda..”, ściszałem dźwięk i komponowałem. Wszystko co robiłem, idealnie ze sobą współgrało, to było bardzo inspirujące. „Drift” brzmi bardzo intymnie, to bardzo osobisty album. Do grania na żywo oraz komponowania używasz najczęściej komputera. Jak odnosisz się do opinii, że komputery powoli zabijają płyty CD oraz winyle? To bardzo ciekawe pytanie. Powraca i powraca za każdym razem, kiedy pojawi się ktoś, kto robi karierę jako dj czy producent używając tylko komputera. Winyl nigdy nie zniknie. Lubię otaczać się nowymi technologiami, które pomagają mi w procesie twórczym i nie widzę w tym nic złego. Czego możemy spodziewać się po Nosaj Thing i jego najnowszych produkcjach? Pracuję właśnie nad nowymi kawałkami i wydaje mi się, że będą utrzymane bardziej w stylistyce downtempo. Planuje więcej eksperymentować z brzmieniem.
Redaktor: Łukasz Michalewicz, Wyświetleń: 258 [do góry]
Podobne
ARTYKUŁY
Sklep - losowe towary
|
Wywiady
Statystyka
|